Ja nie umieram, ja wstępuję do życia. św. Teresa z Lisieux
Siedziba Banku Światowego
aaaaOglądasz wiadomości znalezione dla hasła: Siedziba Banku Światowegoaaaa
Temat: Czego zyczyc Czeslawowi Miloszowi z okazji 90-tych urodzin?
Gość portalu: MalMal napisał(a):
> ... w sumie gdzie on SIE MA dobrze ..?... do Polski nie nalezy (wg jego
> wypowiedzi)... w miejscu urodzenia nie mieszka ... a uniwersytecik, ktory mu
> schroniskiem byl (Berkeley) mowi otwarcie 'I came here to endure, but not to
> like it' ... o US, ktorego obywatelstwo ma od pond trzydziestu lat wyraza sie w
> ostatniej swojej "publikacji" 'Abecadlo Milosza' sarkastycznie ... 'What
> splendor! What poverty! What humanity! What inhumanity! What mutual good will!
> What individual isolation! What loyalty to the ideal! What hypocrisy! What a
> triumph of conscience! What perversity!'....
>
> ... jakiej narodowosci jest Milosz..?... tej co nigdy nie przezyl ..?..
Moze i Milosz nie identyfikuje sie z zadna? Nie wydaje mi sie zeby byl
poeta "narodowym", raczej - uniwersalnym. Sam bedac emigrantem od ponad 18 lat
odczuwam pewien rodzaj rozdarcia. Juz nie do konca Polak, bo nie wiem czy
potrafilbym w Polsce zyc (to zaden krytycyzm pod adresem Polski), a jeszcze nie
czuje sie Amerykaninem, i zapewne nigdy nie poczuje sie w pelni Amerykaninem, ani
tez tego pragne. Pewne rzeczy w Polsce, i mniejsza o to co, draznia mnie, inne z
kolei, draznia mnie w Ameryce.
Milosz osiagnal taki wiek, ze prawdopodobnie juz nie patrzy w przyszlosc w sensie
osobistym, bo coz jeszcze moze od niej oczekiwac. Pozostaje przeszlosc i
terazniejszosc. Doswiadczenie wieku oraz doswiadczenie egzystencji w roznych
krajach, a zatem w roznych i odmiennych kulturach, umozliwia patrzenie na rozne
sprawy z wiekszym dystansem i mniejszym zaangazowaniem emocjonalnym. Widzac
roznice lepiej postrzega sie same rzeczy.
Powyzszy cytat z Milosza wcale nie kloci sie z moim wlasnym postrzeganiem
Ameryki. Sam widze nedze niemal na kazdym kroku, bezdomnych nedzarzy Waszyngtonu
spiacych na lawkach skweru pod kosciolem albo przy wejsciu do stacji metro,
zebrzacych w samym srodku stolicy najpotezniejszego i najbogatszego panstwa na
swiecie, dwie przecznice od Bialego Domu, pod siedziba Banku Swiatowego, a
doslownie obok niewyobrazalne wprost bogactwo.
Amerykanie rzeczywiscie skarza sie na poczucie wyizolowania, alienacji. Dlaczego
tak jest? Z jednej strony nie jest w tym kraju przyjete wtracac sie w cudze
sprawy osobiste, z drugiej jak juz ktos chce to nie bardzo ma z kim.
Spoleczenstwo amerykanskie jest bardzo mobilne. "Mieszkam tam gdzie pracuje",
teraz tu ale za rok moze byc po drugiej stronie kontynentu. Sam juz stracilem
rachube ile to razy przeprowadzalem sie. Michigan, Wyoming, Kolorado, Nevada,
znowu Michigan, Kalifornia, teraz Maryland. Kazda przeprowadzka to zerwanie
praktycznie wszystkich znajomosci, zaczyna sie na nowo. Po jakims czasie w
miejscu zamieszkania nie ma ani rodzicow, ani rodzenstwa; przyjaciele z czasow
szkolnych tez sie rozjechali we wszystkie mozliwe strony. Pol dnia spedza sie w
pracy. Tam trudno o prawdziwe przyjazni bo przeciez dominuje, naturalna i
zrozumiala skadinad, konkurencja. Rozmawia sie wiec o interesach, idzie razem na
lunch, ale nikt nie bedzie otwieral wlasnej duszy, zeby ja przewietrzyc. Te
funkcje sluchaczy pelnia wiec psychoterapeuci. Pelno ich tu w Ameryce, czasem ma
sie wrazenie, ze cala klasa srednia spedza co najmniej jedna godzinna sesje
tygodniowo u jakiego uzdrowiciela duszy. Sceny pokazywane w rozmaitych "soap
operach" sa dosc celne, przychodzi pacjent do lekarza a lekarz pyta co pani/u
jest, a czym pan/i nie jest oraz czym pan/i chcialby byc? I lekarz slucha a
pacjent gada, po czym lekarz zapisuje prozak lub jego pochodna. Po 45 minutach
lekarz dyskretnie spoglada na zegarek, aby bron Boze nie przekroczyc wyznaczonego
limitu i, jak trzeba, bezpardonowo przerywa w pol zdania - "sorry, time's up, see
you next week, have a wonderfull day". Lecz i prawda jest, ze Amerykanie sa wobec
siebie i w stosunku do wszystkich bardzo zyczliwi, potrafia tez przelamac egoizm
i zaangazowac sie calkowicie bezinteresownie w rozmaite sprawy "spoleczne", ale
glownie na zasadzie hobby, jak dlugo nic to nie kosztuje, jak dlugo jest im
to "po drodze".
Amerykanie maja wielki szacunek dla prawa. Litery prawa raczej, niz
ducha. "Potepionym" bywa ten, kto lamie jakis calkowicie bzdurny i nieistotny
przepis, np. zakazujacy jedzenia i spozywania napojow w pociagu metro (znajoma
widziala na wlasne oczy jak policjant aresztowal nastolatka za to, ze ten popijal
sobie wode sodowa z plastikowej butelki; ja sam bylem swiadkiem jak inny
policjant wyglosil cala tyrade, pod adresem pasazera, ktory popijal sobie kawe
cappucino; ale tym razem przynajmniej nie aresztowal), lecz wszystko jest OK gdy
ktos zastanawia sie jak by tu obejsc niewygodny przepis podatkowy. Czyz nie ma w
tym hipokryzji?
Milosz to po prostu widzi. A poniewaz zyl w roznych krajach widzi o tyle ostrzej.
Tak, to calkiem mozliwe, ze Milosz nie identyfikuje sie w pelni ani z Polska, ani
z USA ani z Litwa, czy jakimkolwiek innym krajem. Moze zreszta to i lepiej.
L.S. Zobacz resztę odpowiedzi
Temat: Czego zyczyc Czeslawowi Miloszowi z okazji 90-tych urodzin?
leszekS: Doskonaly post, [elen inteligentnych , wrazliwych obserwacji i przemyslen. Niestety, obawiam
sie, ze doswiadczenia inie da sie w pelni przekazac. W Polsce wydaja sie zyc na poziomie blizszym tych,
co na lawkach na Mall spia , nawet gdy mowimy o tzw srednierj klasie w Polsce.
Moze to ogolna bieda, nowosc kapitalizmu/demokracji, ich niekompletnosc?
Moze swiadomosc, ze nic pewnego nigdy w Polsce nie bylo i lepiej nie czuc sie zbyt dobrze, zbyt
szlachetnym, bo to moze byc szkodliwe, gdy system sie zalamie. A zrobil to pare razy w zyciu kazdego,
oprocz najmlodszego pokolenia?
Dlatego ironia Milosza jest daleka, bo jest luksusem. Moze ten zadyszany patriotyzm, bardziej
przypominajacy nacjonalizm, jest tak ekstrenalny, bo oferuje intensywnosc przy braku perspektyw na
trwalosc?
Jeszcze raz, przyjemnie bylo czytac Twoje uwagi.
Gość portalu: Leszek S napisał(a):
> Gość portalu: MalMal napisał(a):
>
> > ... w sumie gdzie on SIE MA dobrze ..?... do Polski nie nalezy (wg jego
> > wypowiedzi)... w miejscu urodzenia nie mieszka ... a uniwersytecik, ktory
> mu
> > schroniskiem byl (Berkeley) mowi otwarcie 'I came here to endure, but not
> to
> > like it' ... o US, ktorego obywatelstwo ma od pond trzydziestu lat wyraza
> sie w
> > ostatniej swojej "publikacji" 'Abecadlo Milosza' sarkastycznie ... 'What
> > splendor! What poverty! What humanity! What inhumanity! What mutual good w
> ill!
> > What individual isolation! What loyalty to the ideal! What hypocrisy! What
> a
> > triumph of conscience! What perversity!'....
> >
> > ... jakiej narodowosci jest Milosz..?... tej co nigdy nie przezyl ..?..
>
> Moze i Milosz nie identyfikuje sie z zadna? Nie wydaje mi sie zeby byl
> poeta "narodowym", raczej - uniwersalnym. Sam bedac emigrantem od ponad 18 lat
> odczuwam pewien rodzaj rozdarcia. Juz nie do konca Polak, bo nie wiem czy
> potrafilbym w Polsce zyc (to zaden krytycyzm pod adresem Polski), a jeszcze nie
>
> czuje sie Amerykaninem, i zapewne nigdy nie poczuje sie w pelni Amerykaninem, a
> ni
> tez tego pragne. Pewne rzeczy w Polsce, i mniejsza o to co, draznia mnie, inne
> z
> kolei, draznia mnie w Ameryce.
>
> Milosz osiagnal taki wiek, ze prawdopodobnie juz nie patrzy w przyszlosc w sens
> ie
> osobistym, bo coz jeszcze moze od niej oczekiwac. Pozostaje przeszlosc i
> terazniejszosc. Doswiadczenie wieku oraz doswiadczenie egzystencji w roznych
> krajach, a zatem w roznych i odmiennych kulturach, umozliwia patrzenie na rozne
>
> sprawy z wiekszym dystansem i mniejszym zaangazowaniem emocjonalnym. Widzac
> roznice lepiej postrzega sie same rzeczy.
>
> Powyzszy cytat z Milosza wcale nie kloci sie z moim wlasnym postrzeganiem
> Ameryki. Sam widze nedze niemal na kazdym kroku, bezdomnych nedzarzy Waszyngton
> u
> spiacych na lawkach skweru pod kosciolem albo przy wejsciu do stacji metro,
> zebrzacych w samym srodku stolicy najpotezniejszego i najbogatszego panstwa na
> swiecie, dwie przecznice od Bialego Domu, pod siedziba Banku Swiatowego, a
> doslownie obok niewyobrazalne wprost bogactwo.
>
> Amerykanie rzeczywiscie skarza sie na poczucie wyizolowania, alienacji. Dlaczeg
> o
> tak jest? Z jednej strony nie jest w tym kraju przyjete wtracac sie w cudze
> sprawy osobiste, z drugiej jak juz ktos chce to nie bardzo ma z kim.
> Spoleczenstwo amerykanskie jest bardzo mobilne. "Mieszkam tam gdzie pracuje",
> teraz tu ale za rok moze byc po drugiej stronie kontynentu. Sam juz stracilem
> rachube ile to razy przeprowadzalem sie. Michigan, Wyoming, Kolorado, Nevada,
> znowu Michigan, Kalifornia, teraz Maryland. Kazda przeprowadzka to zerwanie
> praktycznie wszystkich znajomosci, zaczyna sie na nowo. Po jakims czasie w
> miejscu zamieszkania nie ma ani rodzicow, ani rodzenstwa; przyjaciele z czasow
> szkolnych tez sie rozjechali we wszystkie mozliwe strony. Pol dnia spedza sie w
>
> pracy. Tam trudno o prawdziwe przyjazni bo przeciez dominuje, naturalna i
> zrozumiala skadinad, konkurencja. Rozmawia sie wiec o interesach, idzie razem n
> a
> lunch, ale nikt nie bedzie otwieral wlasnej duszy, zeby ja przewietrzyc. Te
> funkcje sluchaczy pelnia wiec psychoterapeuci. Pelno ich tu w Ameryce, czasem m
> a
> sie wrazenie, ze cala klasa srednia spedza co najmniej jedna godzinna sesje
> tygodniowo u jakiego uzdrowiciela duszy. Sceny pokazywane w rozmaitych "soap
> operach" sa dosc celne, przychodzi pacjent do lekarza a lekarz pyta co pani/u
> jest, a czym pan/i nie jest oraz czym pan/i chcialby byc? I lekarz slucha a
> pacjent gada, po czym lekarz zapisuje prozak lub jego pochodna. Po 45 minutach
> lekarz dyskretnie spoglada na zegarek, aby bron Boze nie przekroczyc wyznaczone
> go
> limitu i, jak trzeba, bezpardonowo przerywa w pol zdania - "sorry, time's up, s
> ee
> you next week, have a wonderfull day". Lecz i prawda jest, ze Amerykanie sa wob
> ec
> siebie i w stosunku do wszystkich bardzo zyczliwi, potrafia tez przelamac egoiz
> m
> i zaangazowac sie calkowicie bezinteresownie w rozmaite sprawy "spoleczne", ale
>
> glownie na zasadzie hobby, jak dlugo nic to nie kosztuje, jak dlugo jest im
> to "po drodze".
>
> Amerykanie maja wielki szacunek dla prawa. Litery prawa raczej, niz
> ducha. "Potepionym" bywa ten, kto lamie jakis calkowicie bzdurny i nieistotny
> przepis, np. zakazujacy jedzenia i spozywania napojow w pociagu metro (znajoma
> widziala na wlasne oczy jak policjant aresztowal nastolatka za to, ze ten popij
> al
> sobie wode sodowa z plastikowej butelki; ja sam bylem swiadkiem jak inny
> policjant wyglosil cala tyrade, pod adresem pasazera, ktory popijal sobie kawe
> cappucino; ale tym razem przynajmniej nie aresztowal), lecz wszystko jest OK gd
> y
> ktos zastanawia sie jak by tu obejsc niewygodny przepis podatkowy. Czyz nie ma
> w
> tym hipokryzji?
>
> Milosz to po prostu widzi. A poniewaz zyl w roznych krajach widzi o tyle ostrze
> j.
> Tak, to calkiem mozliwe, ze Milosz nie identyfikuje sie w pelni ani z Polska, a
> ni
> z USA ani z Litwa, czy jakimkolwiek innym krajem. Moze zreszta to i lepiej.
>
> L.S.
Zobacz resztę odpowiedzi
Serwis wyszukanych fraz
Podstrony
- Siedzi sobie zając
- siedzibą Aster City
- Siedziba firmy w domu
- siedziba Komisji Europejskiej
- siedziba PKO BP
- Siedzibą Rady Europejskiej
- siedziba Rady Europy
- siedzi.pl
- siedziba Collegium
- siedziba europejska
- siedziba Google
- Siedziba Kraków
- siedziba NATO
- Siedziba Parku
- Siedziba Polska
- oslona spodnia silnika - warto?
- Karta debetowa, a płatność w sieci.
- Szukam TEA3717 i TEA3718 - sterowniki silników krkowych
Cytat
De facto - w rzeczywistości.
Euforia jest parodią radości. Anna Jokai
Ja was uczę nadczłowieka. Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno. Frederich Nietzsche (1844 - 1900)
Historia Adama i Ewy to chwyt propagandowy aby nakłonić kobiety do poddania się władzy patriarchalnej. Merlin Stone
I skorumpowane idee krygują się w zwierciadle czasu.